O iPhone’ach, które uległy samozapłonowi pisano już wielokrotnie. Tym razem smartfon z nagryzionym jabłuszkiem zapalił się na pokładzie lecącego samolotu linii Alaska Airlines. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że pożar stwarzał zagrożenie i sytuacja, w jakiej do niego doszło.

Samolot leciał z Bellingham na Hawaje ze 163 pasażerami. Lot jak każdy inny, gdyby nie opisywany incydent. Na około półtorej godziny przed lądowaniem Anna Creil podczas oglądania filmu na swoim iPhonie 6 dostrzegła, że z jej telefonu wydobywają się płomienie przy mocno nagrzanej obudowie. W panice wypuściła sprzęt na ziemię, a ten powędrował pod siedzenie innego pasażera.

iphone-6-fire-2

Na szczęście szybko udało się ugasić pożar i zapobiec ewentualnym konsekwencjom. Takie wypadki w powietrzu są szczególnie niebezpieczne ze względu na panujące ciśnienie. Można założyć, że w pechowym iPhonie przegrzała i zapaliła się bateria litowo-jonowa. Taka, jakie znajdziemy w praktycznie każdym telefonie.

iphone-6-fire

Jak do tej pory Apple nie wystosowało żadnego oświadczenia, a przewoźnik wszczął śledztwo. Czy tego incydentu można było uniknąć? Z pewnością, gdyby iOS w porę poinformował użytkowniczkę, że temperatura jej telefonu dochodzi do krytycznej wartości. Tak się jednak nie stało, więc pytanie, co zawiodło?

Tagi: , , , ,